Po wczorajszym nie oczekiwałam dziś niczego. Znalazłam sobie zajęcie, jakieś publikacje do przeczytania, poznam chociaż tych ludzi od tej strony i dowiem się przynajmniej co robią. Tuż przed porą lunchu poszłam poszukać Chikę, bo miałam jeszcze parę pytań odnośnie konferencji. Dobrze trafiłam, akurat dzieciaki zbierały się do wyjścia, może chcę iść z nimi? Jasne, że chcę. Dajcie mi chwilę.
Przyłączył się do nas jeszcze jeden researcher, Japończyk, ale już nie taki młody, dobrze, bo pierwszy, który w końcu nie boi się mówić. Wręcz przeciwnie, gaduła z niego ogromna, angielskim włada średnio, akcentuje wszystko kompletnie po swojemu, ale mu to nie przeszkadza. I to podejście mi się podoba, bo przynajmniej taka osoba daje mi szansę cokolwiek skumać.
Dokąd idziemy? Na kluski do takiego baru tu niedaleko NIMSu. Ekstra, japońskich klusków jeszcze nie jadłam. Znów knajpa, po wejściu do której trzeba ściągnąć buty. Zrozumiałam trochę lepiej o co chodzi. Kiedy Japończyk je bez butów, jedzenie jest po prostu smaczniejsze. Buty to brud, fe, paskudztwo. A posiłek musi być podany estetycznie. Nieestetyczny nie smakuje. I nie można go jeść w tak nieestetyczny sposób, będąc w butach. Tak to można tylko obrzydliwego fast fooda wszamać. Uśmiałam się, jak wyobraziłam sobie takiego typowego Japończyka na rajdzie SKPB, wcinającego naszego zwykłego pawia z osmolonej menażki, ugotowanego na ognisku w jakimś jarze ;) A z tymi fast foodami to też jest śmiesznie, bo tu w Tsukubie żadnego jeszcze nie widziałam. Znaczy widziałam, a nawet jadłam, ale nie wiedziałam, że to fast food w ich mniemaniu, czyli normalne zdrowe japońskie żarcie, tyle że podane na szybko i jedzone w butach. Hamburgerów, hot-dogów ani hot-catów i innych nie jedzą. W Tokio tak. W Tsukubie nie, dlatego nie ma.
Wracamy do klusek. Zamówili coś za mnie. Specjalnie nie chciałam wybierać sama, tylko przekonać ich, żeby jednak powiedzieli mi, czego powinnam spróbować, co nie było łatwe, ale się udało. No i powiem Wam, że to co dostałam było naprawdę bardzo dobre. Makaron maczany w zupie sojowej i ryż z panierowanymi i opiekanymi różnymi rzeczami. Jedno to był jakiś lokalny grzyb, niesamowicie pofalowany, rozłożysty i porozgałęziały. Drugie to było jakieś zielsko, takie na oko kapustopodobne, ale wyszło nam po długich dywagacjach językowych i pomocy słownika w telefonie, że coś z rodziny stokrotek ;) A trzecie to słodki ziemniak. Zjadłam wszyściuteńko ze smakiem i czułam się fantastycznie.
Kolejną pozytywną niespodziankę dostałam po powrocie do Ninomiya House. Zostawiłam w niedzielę na tablicy ogłoszeń koło recepcji pewną wiadomość. Generalnie mało kto czyta tą tablicę, bo mało kto zagląda na główny hol, gdyż wszyscy wychodząc zjeżdżają od razu do garażu po rower. Najlepszymi miejscami na ogłoszenia są windy, ale tam nie można umieszczać własnych. Jednak, ku mojemu zaskoczeniu, dostałam odpowiedź. Efekt mnie zdecydowanie zadowolił, a nawet przerósł oczekiwania. Dostałam gitarę ;) Mogę sobie ją mieć u siebie i na niej pogrywać przez całe 3 miesiące. A, no i oczywiście gitarzystę poznałam przy okazji, Marka z Czech. Siedzi tu już od ponad roku i gitary ma dwie, więc jedną może pożyczyć. O Kropce nie słyszał co prawda, ale nic straconego, jeszcze usłyszy. Nohavicę czasem grywa. Nawet polskich piosenek parę zna. Ale głównie to klasykę zagraniczną woli. Nie miał niestety czasu na dłuższą konwersację, więc nie zdążyłam go jeszcze zaangażować w mój niecny plan. Wy pewnie już doskonale się domyślacie jaki ;)
A i niespodzianek nie koniec. Piątkowa impreza Hot Stuffie zaowocowała jeszcze jedną ciekawą informacją, która objawiła mi się po sprawdzeniu poczty. Bo wyobraźcie sobie, że w tej knajpie właśnie, w każdy środowy wieczór spotykają się ludzie z takiego japońskiego górskiego klubu turystycznego naukowców z Tsukuby. Nieźle, co? Może jednak to wejście na Fudżi wcale nie jest takie nierealne, jak mi się zdawało… Okaże się jutro, co to za jedni, ale napisać mogę do nich już dzisiaj, zapowiem się, że przyjdę, a co!
trzymam kciuki za powodzenie na konferencji, mam nadzieję,że dotrzesz tam gdzie trzeba i na czas....
OdpowiedzUsuń