wtorek, 2 listopada 2010

Zanim w drogę...

   Nie będę ukrywać, że dawno już, a w zasadzie to nigdy, nie wyjeżdżałam nigdzie z tak ciężkim sercem. Nowe takie to odczucie, zupełnie i kompletnie i absolutnie inne. Bo przecież taka podróż, to takie wow, taka egzotyka, tyle zobaczę, tyle się nauczę, będzie tak fajnie. No bo będzie i w to nie wątpię i nie wątpiłam :) Ale, tym razem, jest jakieś ale. Tęskno...
  Tegoroczna jesień w Polsce była ze wszech miar wyjątkowa. I to nie tylko dlatego, że słoneczna. I nie tylko dlatego, że góry. Bardziej, dlatego, że ludzie. I choć problemów nie brakowało, a monomery uparcie polimeryzowały, syntezy nie wychodziły, czas naglił i wszystko jak zwykle, choć tym razem nie miało, na wariata i na ostatnią chwilę, to była naprawdę piękna uśmiechnięta jesień. Dziękuję Wam za to przeogromnie :)
Może choć trochę uda mi się Wam odwdzięczyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz